tajemnica.

Jestem „znany” z kilku rzeczy. Swego czasu żarłem bez opamiętania wszystko(prócz śledzi) co mi się nawinęło. O każdej porze. I zawsze mówiłem „make it double, bitch”. Pizza z kumplami? W domciu obowiązkowo kolacyjka przed snem. Niektórzy lubią ze mną chodzić, bo chudną, inni  tracą dech jeszcze inni traktują mnie jako partnera treningowego podczas kiedy ja po prostu idę z psem na spacerek. Lubię zapierdalać i mnieć wiater we włosach. Ot, cała tajemnica bycia szczupłym.

jak chuść, a jak nie.

Większość swego życia byłem… chudy. Wg rodziny dalej jestem. Ostatnio musiałem pokazać zdjęcie sprzed 10 lat, gdzie mam ramię na obwód kości(dosłownie) i zdjęcie z dziś. Niektórzy zmieniają się nie do poznania, inni mają to samo ryło od urodzenia, jedni jak wino, a reszta jak mleko. Dla mnie w każdym razie to było ponad 10kg tzw. suchej masy. Był po prostu czas, żeby spróbować czy może coś uda się przybrać. Pracowałem wtedy ze świetną ekipą w parku linowym na Półwyspie Helskim. Skakało się po linach z dzieciakami lub bez, dbało o bezpieczeństwo, szkoliło klientów, a chłopaki szkolili mnie. Mnóstwo, mnóstwo fascynującej wiedzy. W każdym razie był czas, że narzekałem nieco na bóle czy zmęczenie. No to pokazali mi drążek i zupełnie inny sposób podciągania(nachwytem). Wkręciłem się, a na efekty długo nie czekałem. Nie poprawiłem tyle mojego wyglądu, co wzrosła niesamowicie siła. Zresztą ekipa wyglądała podobnie. Szczupli faceci z siłą Popeye’a po szpinaku. Jak już pisałem typem sportowca nie byłem nigdy, więc po sezonie się skończyło.

wjechali mnie na ambicję.

Minęły mi z nimi jeszcze 2 sezony, akcja się powtarzała. W międzyczasie spróbowałem też wspinu, gdzie wielkiej podjarki nie odnalazłem, jednak dalej uważam to za fantastyczny sport. W każdym razie dowiedziałem się też o czymś takim jak typy budowy ciała. Mamy ektomorfika – długi i chudy, mezomorfika – dobrze zbudowany, łatwo nabiera masy mięśniowej i endomorfika – kogoś, kto ma większe tendencje do tycia. Jak łatwo zgadnąć jestem ektomorfikiem wg tego schematu.

Założenie jest takie, że niby mam być happily ever after szczupły. Bez mięśniów itd itp itt. % tłuszczu zazdrości każdy, kto chce ‚dociąć’ sylwetkę, a łaski patrzą z nienawiścią jak wcinasz bezkarnie drugą tabliczkę czekolady i… nic się nie dzieje.  W każdym razie nie chciałem do końca w to wierzyć i gdzieś po drodze postanowiłem to „obalić”.

a jaka jest najprawdziwsza tajemnica?

Fakty są nieco inne, bo takie frywolne wpierdalanie co się nawinie w końcu odbija się na zdrowiu. Jeśli nie dziś,  to z pewnością z biegiem lat to odczujesz. Choć miewam dni ataków na szufladę z cuksami, to poziom pochłanianych paszczą słodyczy zmniejszyłem do naprawdę małych ilości. Mnóstwo warzyw, mniej mięsa w ogóle, słodycze napadowo jem i więcej ruchu niż kiedykolwiek przez całe moje życie. Samopoczucie stawało się każdego dnia coraz lepsze, miałem więcej energii na wszystko, przestało mi się chcieć piwa tak często. Śmieszne jest, jak bardzo wpływa na organizm  to,

co rano wsuniesz. Różnica w śniadaniu o 5 rano, między pączkami, a żytem z jogurtem greckim jest na rowerze tak odczuwalna, że ciężko było uwierzyć. Kiedyś jadłem ilościowo więcej, ale w przeliczeniu na jakość – nie jadłem prawie nic. Dlatego wskazówka wagi tyle lat nie drgnęła. Mimo wszystko przybranie na wadze dla mnie jest dość dużym wyczynem. Cały czas powtarzam, że najtrudniejsze powtórzenia wykonuję widelcem, nie na drążku. Zatem z mojego punktu widzenia mogę się oficjalnie dziwić, że ludzie mają problem z gubieniem wagi. Spróbujcie przytyć jak wszystko przelatuje!

dleszego…?

Dla kogoś, kto nigdy sportem nie był zainteresowany zbytnio w żaden sposób,  dawanie sobie kopa na ćwiczenia/trening to coś bardzo trudnego. Zwłaszcza na początku. Wiele osób powie to samo. Pytali mnie, po co się zmuszam. Bo chcę. Kurwa no! Chcę się czuć lepiej, przy okazji może wyglądać nieco lepiej, mieć dużo siły fizycznej i psychicznej. Bo w końcu wiem, że za każdym razem jak wygram z moim leniem to odjebałem niemałe zwycięstwo. Wiem, że robię dobrze dla mojego ciała i chcę, żeby miało siłę targać mnie do samego piachu. Chcę być super dziadkiem.

podsumowanie chuścia.

Efekt finalny jest taki, że ważę 72,5kg przy wzroście 184(co dla wielu jest normalne, a wręcz ciut za mało). Kosztowało mnie to tyle, co zmiana w żywieniu. Nie jem już byle czego, więc nie muszę dojadać po posiłkach ani po nocach. Przez ostatnie 2 lata zjadłem więcej warzyw niż przez cale moje życie. Mięso głównie czerwone, polubiłem tofu, odlubiłem tłustą stronę polskiej kuchni, która zabija mój organizm(czyli kładzie go na kanapę z poziomem najedzenia over 9000). Chciałbym mieć więcej ruchu, więcej motywacji itd. A w zasadzie lepszą organizację. Na pewno miałbym lepsze efekty.

Gwiazdy na niebie i w kałużach(jakieś czasopismo) mówią, że jestem stworzony do biegania. Rili? Przysięgam jak świat światem stoi nie lubię biegać. Nigdy tego nie robiłem, bo uważałem, że to głupie. Dżast lajk dat.

pobiegłem.

Coś mnie we łbie strzeliło i stwierdziłem, że jednak będę biegał. Nie pytajcie, bo i tak nie wiem albo nie pamiętam. Zawsze bardzo szybko chodziłem. Zresztą dalej szybko chodzę. Tylko pies lubi ze mną spacerować(wierny kundel, znaczy się: wilczarz kaszubski). W każdym razie <<luty 2013>> kupiłem buty, dresiwo i wyjszłem na dwór. A tam kurwa taki deszcz, że zacząłem się zastanawiać czy nie wywaliłem paragonu do zwrotu rzeczy. 8, 9, 10… Cisnę, co mnie tam. Mieszkałem wtedy w Gdyni na Grabówku. Biegłem od technikum chłodniczego do Akademii Morskiej. Z górki. Ależ się miło zapierdalało! Z powrotem było mniej zabawnie, ale wiecie jak jest ten pierwszy raz: Wszystko fresz, wszystko nju, wszystko jara i cieszy. Wiadomo, że odpalilem endomondo. Patrzę na dystans i ;____; jakieś 1,5km. ALE! Biegłem! JA!

na fali.

Następnego dnia powtórka, ale stwierdziłem, że najszybciej jak potrafię. Wtedy nie wiedziałem że 3:33min/km to dość szybko. Na szczęście daleko tak nie biegłem. Bo zaś te 1,5km. Za każdym razem wydłużałem sobie dystans. 2.5km, 3.5km, wysrałem 4km. Szykowałem się do 5km. To było coś, co w zasadzie przechodziłem z palcem w dupie, ale na podbitym tętnie już niekoniecznie było letko.

5km.

Niby pierwszy taki „okrągły” dystans powinienem dobrze pamiętać. No i pamiętam. Jak nie potrafiłem zacząć spokojnie, tylko rzucałem się zawsze w sprint od początku, a później jedną ręką trzymałem żołądek a drugą zatykałem dupsko, bo organizmowi odjebało od takiego skoku tempa i nie wiedział, którą stroną ma posiłek wypluć. W każdym razie kluczowe było ostatnie 500m. Biegłem pod górkę, endomondo mówi, że mało, że mam biec dalej. No to biegnę. Ale trasa mi się kończy. To cisnę zygzakiem środkiem jezdni(możecie skisnąć, zezwalam) i w końcu naruchałem tych metrów do piątala. Miałem wrażenie, że biegłem z 40min. Tak byłem zziajany. 25min z haczkiem! Dla mnie wow! I myśli człowiek w takich chwilach, że może jednak jest w czymś dobry.

dalej dalej dalej!

Piątek było kilka, za każdym razem starałem się pobić ostatni czas i zazwyczaj się udawało. Kolejnym celem było 10km. Po drodze 7.5km. Na szczęście nie musiałem tego dystansu już wysrywać z siebie jak 5km. Wprawa, trening, poprawa wydolności przez ostatnie miesiące zrobiły swoje. Przebiegłem dychę. Wystartowałem w Biegu Świętojańskim w Gdyni. Zrobiłem życiówkę na 10km i wtedy zdałem sobie sprawę, że jednak lubię biegać. Ale nie w takim tłumie, nie taki dystans.

sprinter.

Odkryłem, że w bieganiu męczy mnie okropnie nuda. Podziwiam każdego kto biegnie dalej niż 10km. Trzeba mieć naprawdę dobrą głowę albo sporo spraw do przemyślenia, żeby biec taki szmat drogi. Nie jestem w stanie znieść biegania dłuzej niż 50min. Dlategóż postanowiłem biegać krótko, więc i szybko. I robiłem to nie najgorzej.

Wrocław mnie nieco ograniczył. Zimą biega się tu ciężko Chłop nad morzem chowany nagle wpada w ten syf i próbuje oddychać. W dodatku tłumy są większe, a parki nieoświetlone. Bieżnia. Nigdy nie próbowałem. Mówiłem już, że bieganie mnie nudzi? Nie ma kurwa nic gorszego od gapienia się jak ludzie się pocą na siłowni. Non stop. A ty przebierasza nibynóżkami na tej taśmie niczym chomik w kółku. Ledwo wytrzymuję 15 min biegu. Nie jestem w stanie. Nie. Może powinienem sobie odpalić na ekranie „na wspólnej” czy inny program i cieszyć mordę jak połowa na cardio? Nie. Czekam na dłuższe dni. Celem jest 19.59min/5km.

czyli, że co?

Czyli, że każda rzecz, którą zmieniłem lub dodałem do ‚to-do’ z większą lub mniejszą pomocą z zewnątrz poprawiła mi jakość egzystowania. Jeśli się zmuszam do czegoś to wiem, że będzie miało to naprawdę dobry dla mnie efekt i wcale się nie krzywdzę. Nie próbuję zgrywać nikogo, kim nie jestem(super pro biegaczem z kompresami na łydziach), ale mogę myśleć o sobie jako o kimś, kim niedługo będę. Mogę myśleć, że jestem developerem, mogę myśleć, że jestem sprinterem, mogę myśleć, że trenuję street workout. Wszystko robię na swój poniekąd wygodny sposób. Jestem świadomy, że nauka i wbicie się w pełną rutynę zajmie mi sporo czasu ale wiem, że się uda. I będę z siebie dumny. Zresztą już jezdem. I te wafelki Zebry, na które mam fazę mi w tym nie przeszkodzą!

Over and out, last call for sin
While everyone’s lost, the battle is won
With all these things that I’ve done

The Killers

Related posts

  • Elwira

    Warto poświęcać każdego dnia chociaż 30 minut na jakikolwiek rodzaj ruchu. Nie tylko wygląd staje się lepszy, ale i samopoczucie jest o niebo wspanialsze. Osobiście trzymam się zasady, że jem wszystko co lubię, ale dużo się ruszam. Warto też wybierać te zdrowsze produkty, a jeśli już decydujemy się np. na pizzę, to warto zrobić taką pizzę w domu, a nie jeść na mieście. Świeże składniki zawsze są zdrowsze niż te odmrażane. 🙂

    • Dimek

      Wiadomo:) ruch jest ważny, ale jakość tego ruchu ważniejsza. Np. sam spacer to naprawdę niewiele, nic ponad codzienność. Ale zawsze to lepsze niż 30min przed tv 🙂 pozdrawiam!

  • Marta

    Eh, dla mnie to przedziwne, że można jeść wszystko i nie tyć 😛 Nigdy tego nie zrozumiem, nawet jeśli znam teorię 😛

    • Dimek

      To też kwestia szybkiego metabolizmu no i jak już się szybko trawi to szybko się je. A szybko to często byle co 😉 Ale znam i takich, którzy jedzą sporo i efektu ni chu chu. Pozdrawiam!

  • Smark

    Mogę czytać i czytać! Godzinami!
    Genialne jak zawsze!

    • Dimek

      Dziękuję! Stay tuned for more! 😀

  • Kwasior

    Świetnie się czyta!

    Czekam na więcej 🙂

    • Dimek

      Dziękuję i pozdrawiam! 🙂