napój w kolorze duszy.

Znam mnóstwo osób, które jej nie piją i nie dziwię się(przynajmniej na zewnątrz). Ja też nie pijam wszystkiego. Jednak o wiele lepiej dogaduję się z osobami, które patrzą znacznie szerzej, poza paczkę na półce w markecie. Mógłbym pić na okrągło, nawet leń mi znika na myśl o przygotowaniach, bo to prawdziwa radość. 

siorb.

Kawa. Bo o niej moją skromną jak spódniczki dzisiejszych nastolatek wiedzą chcę się podzielić. Wielu sobie pomyśli: a co ten kurwa o kawie chce napisać? Że jest rozpuszczalna i sypana? Ja pierdyle – genjush. No geniusz. Ogromny. Jest taka sprawa, że to, co jest na półkach w sklepie delikatnie ujmując – to gówno. Oczywiście w porównaniu z tym, co jest dostępne. Pomyśl, w końcu nie ograniczasz się do jednego miejsca, jak kupujesz np. nowe gacie? A gdyby tak wciągnąć gacie deluxe i dać swoim jajcom maksimum wygody? Hę? To są właśnie kawy premium. Ale od początku.

co z to kawo.

Ja kawę zacząłem pić gdzieś w liceum. Znaczy haha – „kawę”. Pamiętacie te saszetki neskafe 3in1, 2in1, 1in1? No. A tam człowiek się znał akurat, przypominało smak kawy. Ponoć. Potrafiłem wydundlać tego czasem i 10 dziennie. Do każdej ile fajek? 3-4, wiadomo. Mówiło się wtedy dumnieszumnie, że kawa na mnie nie działa i śmiało piłem ją o 03:00. Wtedy w zasadzie w ogóle mało myślałem nad jakością jakichkolwiek produktów. Woda to woda, chleb to chleb, pizza to pizza, fajek to fajek(to akurat prawie prawda). Z czasem się pozmieniało. Dużo. W chuj dużo, panie.

puszczalska.

Kolejnym etapem mojej kawowej przygody była kawa rozpuszczalna. Na ilość zawartej kawy w tym granulacie, mogę śmiało rzec, że jest najdroższa. Interesowałeś się kiedyś jak powstaje? Uwaga, będzie chemia:

Kawę rozpuszczalną wyrabia się na 3 sposoby. Bez względu na to, jaka to metoda, ziarna kawy trzeba najpierw upalić, zmielić niemal na pył i zaparzyć(!). Żeby było mało, to jak już pewnie się domyśliłeś, nie robią tego w pojedynczych filiżaneczkach, tylko nakurwiają po kilka razy w pojemnikach wielkości bloków mieszkalnych, bo w końcu prodakszyn ys prodakszyn end byznes ys byznes. Temperatura wody w takim szajsie sięga 180 stopni, ale podają ją pod bardzo wysokim ciśnieniem, żeby nie doprowadzić do wrzenia. Po odparowaniu można to, co zostało potraktować gorącym powietrzem i macie te śmieszne granulki, albo gorącym powietrzem pod ciśnieniem i macie pył. Ostatnia metoda to liofilizacja. Na bank już słyszałeś tę nazwę, bo żarcie na eskapady jest właśnie w ten sposób robione. Mrożą ekstrakt i stosują metodę sublimacji (przejście lodu w gaz). Powstaje jedna wielka kostka kawy, którą trzeba ponapierdalać maczetą na kryształki i do słoika z napisem jakobs. Myślę, że warto dodać, iż do takiej kawy wybierają ziarna tego gorszego sortu(hehe).

sypnięta.

Kawa mielona wypada nieco lepiej. No, ale weź się już odpierdol trochę, hę? Zmielili kawę i wsypali do torebek. Nie wszystkim chce się mielić. Nie wszystkim chce się też robić makaron, ciasto do pizzy, sałatki, surówki, 6 -pak… W każdym razie zależy mnóstwo od tego, jaka to jest kawa. Niektórzy dbają o jakość ziaren, inni bezczelnie obniżają poziom. Nie? Macie to uczucie, że piwo kiedyś smakowało lepiej? Bo jeśli nie lecą w dół z jakością do dolnej granicy i jadą na marce, to ja mam rozjebany układ … chuj tam. Cały organizm mam do wymiany. Bo naocznie, zapachowo, smakowo i dwójkowo mogę stwierdzić, że coś jest nie halo z browarkami niektórymi.

Kawa. Bo znów detour. Smak i moc kawy zależą od tego, kiedy palili ziarna. Pomijam już skąd te ziarna, kto je zbierał, gdzie je zbierał, jak rosły, jak upalali, czy wysrał je lis czy lizał Meksykanin. Dobrą kawkę masz w dłoni, jeśli data palenia jest w okolicach 2 tygodni. Yup, omomom. Skąd takie kawy? Później. Teraz trzeba sobie zadać pytanie, kiedy palili ziarna kaw już zmielonych?

Raz mi sie w robocie zepsuł ekspres. Pojechałem do najbliższego serwisu i już przy odbiorze namawiają mnie na zakup kawy.

– Nie, dzięki.
+ Ale ta jest pyszna! Mocna w działaniu i delikatna w smaku. I tylko 45zł/kg!
– No tak… A skąd te ziarna?
+ Eeee… (z zaplecza): Z Etiopii!
– A palona kiedy?(był listopad)
+ Eeee.. już mówię! O, czerwiec!
– …
+ Ale mam młodszą… Prosz: lipiec.
– …
+ Wie pan co? Ja panu dam tę kawę. Bo ja wiem, że wrócisz pan po więcej.

Darowanemu itd. Ale nie wróciłem. Ni chuja. Nie jestem koneserem ani nie próbuję być żadnym baristą, ale jak kawa po zaparzeniu wykręca mi mordę na lewą stronę, to chyba nie jest taka dobra? Smak i moc(to znaczy szkody, które rzekomo robi w żołądku) można maskować nieco mlekiem. Chyba, że czyjaś dupa mleka nie toleruje. Np. moja nie. Jak nie tolerujesz mleka, a lubisz, to polecam je zagotować. Nieco pomaga. Albo nie pić. Bardzo pomaga.

kolejny etap.

Poziom wyżej po kawach już zmielonych osiągnąłem kupując kawy w ziarnach. Babcia dała mi w piździec stary młynek, nawet nie wiem czy do kawy. Musiałem go ostro wyczyścić, bo to, co tam mieliła kawą nie było. No ale student bierze co dają. Teraz kawa w ziarnach. Najlepsza kawa jaka przychodziła mi do głowy to… Wiadomo. Lavazza. Wpadła wtedy ta „odmiana” Espresso. 100% arabicy. Człowiek wiedział co pije. Zmieliłem na prawie pył, bo jeszcze nie umiłem, wsypałem do kawiarki i po kilku minetach kawa gotowa. Rozlanie, mleko(jeszcze mogłem) i siorb w pysia. Słodki jezu jakie to dobre. 60zł za 1kg, kupione na hali targowej w Gdyni u babki co do niemiaszków jeździ po towar, starczyło na jakieś 3 miesiące:O A oszczędny w kawie nie jestem. Dałem okejkę.

Po Lavazzie była Kimbo. Zazwyczaj jest tak, że jak usiądziesz na tronie, to zydlem będziesz gardzić. W przypadku kaw też tak może być. Lavazzy już chyba nigdy nie kupiłem. Po Kimbo była Pelini. Jakościowo podobne, więc bywało różnie. Przez zupełny przypadek odkryłem kawę no-name, która kosztowała jakieś 35zł/1kg i… była całkiem całkiem. Później był już tylko orgazm od buzi po dupę. Wyobrażaj sobie to jak chcesz.

final flash.

No i wpadła tzw. kawa premium. Pierwsza w jakiej zamoczyłem(usta) była spod szyldu Johan & Nyström. Tamta była limitowana i niestety już jej nie dostanę nigdzie. Nigdy. Ale smak był nie do podrobienia. Nie jest tania, bo 250g kosztuje OD 45zł. Ale i ja się usystematyzowałem. Nie, że mam węża w kielni, ale kawy piję już dzisiaj o wiele, wiele, wiele wielewielewiele mniej. Najczęściej 1-2 dziennie. Max. Ze względów zdrowotnych głównie. O tym za chwilę. Po Johanku zacząłem próbować innych kaw, bo nie wierzyłem, żę to jest jedna jedyna firma, która produkuje ambrozję. No i się nie mylnąłem. Nie będe wymieniał wszystkich po kolei, niektóre wrzucałem na insta z rękoma drżącymi od orgazmu. Serio, jest taka różnica. Kawy te przede wszystkim w momencie otrzymania wypalane są jakieś 2 tygodnie przed pakowaniem. Ziarna nie są tez byle jakie. Smak i moc zależą od tego skąd te ziarna pochodzą i w jaki sposób wypalali. To już trochę szczegóły wykraczające ponad moją wiedzę i doświadczenie. Dzielę się tym, co wiem i chcę zachęcić was do wyjebania przez okno(tak, przez okno) jakobsika i wspięcia się na wyżyny seksu oralnego z kubkiem czarnej, niesłodzonej kawy.

zdrufko.

Dużo badań jest na temat tego, czy kawa jest szkodliwa, czy wręcz przeciwnie, wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie. Ja wychodzę wciąż z założenia, że wszystko(no, prawie) jest w porządku, jeśli nie przeginasz pały. W końcu każda skrajność może być zła. Nie mówię, że ktoś zginie marnie od niepicia kawy, ale być może nie będzie miał nigdy okazji napić się naprawdę dobrego napoju. Chociaż żeby pić kawę, naprawdę trzeba ją lubić. Tak jak łychę. Z kolei jeśli pójdziesz w drugą skrajność i bez względu na to, czy pijesz rozpuszczaną z cukrem i mlekiem 50/50, czarną jak smoła parzoną „po polsku” czy premium z drippera to i tak jak wskoczysz na 10 sztuk dziennie, to prędzej czy później pożałujesz. Ja pożałowałem. Nie piję już kawy do śniadania, nie piję nawet kawy od razu po przyjściu do pracy. Najczęściej pierwsza kawa wpada około 10:00, kolejna gdzieś 15-17. A i nie zawsze. Jak pijesz dużo kawy, czy to dla smaku czy z przyczyn energetycznych, to polecam zastąpić ją zieloną herbatą(ja ubóstwiam Johan & Nyström – Brzoskwinia z trawą cytrynową – szczam ze szczęścia). Potrafi nieźle poprawić napęd w dupie podczas pracy. I nie tylko.

Swoje nowe kawowe życie możecie zacząć tak jak ja z http://coffeedesk.pl Po prostu polecam.

Życzę wam sto lat i regularnego stolca. Bo to oznaka zdrowia.

http://ciemnastronamusko.pl

https://www.facebook.com/ciemnastronamusko/

https://www.instagram.com/dimekkk/

Related posts

  • Sylwia z MocKobiet.eu

    Piję kawę, uwielbiam, zazwyczaj rozpuszczalną, gdy nie ma już innej na pokładzie. Chętnie sięgam po nią 3x dziennie 😀 i nie przeszkadza mi w zasypianiu. Mam swoją ulubioną kawę w specjalnym sklepie, gdzie czasem kupuję sobie 100 g za 12 zł i jestem szczęśliwa. 😉
    Pozdrawiam!

  • Smak Projektu

    Uwielbiam kawę ! 🙂 Nie wyobrażam sobie bez niej poranku.

  • Iwona Siekierska

    Tez jestem smakoszem kawy i pomimo tego, ze piję ją z dodatkiem mleka, czuję kiedy jest dobra a kiedy nie. Kawy pije zwykle w kafejkach, w domu ani nie mam zarnowego młynka ani tych wszystkich przyrządów do parzenia kawy, które sprawiają, ze smakuje tak, jak smakować powinna.

    • Dimek

      Kawa jest równie dobra z mlekiem. Nie mówię, że nie. Sam często robię latte do śniadania 🙂 Polecam Ci, byś spróbowała sama:)

  • Monika

    Też rozpoczęłam swoją przygodę z kawami premium i to przez przypadek. Ktoś, kiedyś mnie poczęstował i tak zostało. Dzięki za adres strony, ciężko w tej ilości stron internetowych znaleźć coś godnego uwagi. Do tej pory kupowałam przez allegro i te kawy to nie zawsze taki efekt łał.

  • Małgorzata Ostrowska

    Kawa napój, który mnie podbudza do działania

    • Dimek

      A mnie w pełni relaksuje 🙂

  • Ula – Książkowe powroty

    Przyznam, że nie dobrnęłam do końca wpisu – jak na mój gust jest zbyt wulgarny. 🙂 Natomiast co do kawy, osobiście lubię rozpuszczalną, sypanej nie przełknę. Ale jak wiadomo, to również rzecz gustu. 🙂

    • Dimek

      Taka jest ciemna strona 🙂 pozdrawiam!

  • Szkatułka Wyobraźni

    Bez kawy nie wyobrażam sobie poranka;) Zielona herbata też dobra, zwłaszcza z np. mango..;)

    • Dimek

      Ooo mango kocham 💕

  • Dobra kawa (lub jej brak!) może przynieść ciekawe zmiany w życiu. Chociażby zmianę pracy.
    Moja dusza jest mniej mroczna, niż myślałam, bo pijam z mlekiem. Zdrowie! 😄

  • Klaudia Kałążna

    Akurat czytam Twój artykuł do kawy… Też przechodziłam rózne etapy (na szczęście etap rozpuszczalnej zgrabnie przeskoczyłam). Gdyb mój ekpres się zepsuł, a naprawa kosztowała 140 euro i w ciągu tygodnia zepsuł się ponownie… Zostałam przy prostej kawiarce. Za porównanie kawy do łychy zostaję u Ciebie na dłużej 🙂

    • Kiedyś zamówiłem kawę po irlandzku, bo toć genialne połączenie! Ale dziewczynie się chyba ulało i cóż, spiłem się kawą 😀

      • Klaudia Kałążna

        Haha:) wiem coś o tymm, bo taką kawę pijam, na co dzień 😉

        • Alkohol przed południem?! Musisz być piratem!

  • Idealny tytuł… tak moja dusza jest w kolorze kawy

    • To znaczy, że jesteś dobrym człowiekiem 😀

  • Miałem ostatnio ponad roczny detox od kawy bo mocno przeginałem pałę…Przerzuciłem się na yerbę. Ale znowu wróciłem do kawy i po roku nie picia małej czarnej wreszcie jestem wstanie pić ją umiarkowanie.

    • Wszystko dla ludzi! Choć mam często ochotę zrobić sobie Double Sunday i siorbnąć cały dzbaneczek mojego jedynego dopingu. Wtedy tylko melisa może mnie uratować 😀