akcja weekend.

Znaczna większość ludu polskiego czeka na długi weekend majowy z kilku powodów. Pierwszy to grill i siermiężne najebanko, drugi to powrót marnotrawnego syna do domu na zupę i cyca mamy, trzeci to czysty relaks i czas dla siebie. Ja zaplanowałem nadrobić kilka zaległości. Jak zawsze „bez przygód”.

24h do majówki.

Siedzę w pracy i udaję, że jestem zajęty. Dzwoni stara. I powiem szczerze, że stanąłem. „Twój pies krwawi z kuciapy, dzwonię do Ani(nasz best ever wet)”. Łat?! Cieczkson? Po 4 latach od krojenia? Co jest?! Jedź! Jedzie. Siedzi człowiek jak na szpilkach, bo to prawie dziecko. Tylko trochę owłosione i nie beczy. Skoro i tak mam czekać, to odcinek dragon bola i w końcu telefon. „Było USG brzucha, gówno pokazało(dosłownie). Trzeba dać mocz do badania”. Co miałem powiedzieć? OK! Tylko ten… Gdy ja mam oddać mocz do laboratorium to żaden problem. Nigdy nie oddawałem psiego. Kurwa! Suczego! Psie psie by jeszcze jakoś się manewrem ręki złapało! A suka? 2-3 cm między dupskiem a ziemią podczas szczania i co teraz?

apteka.

Kup pojemnik na mocz jak będziesz wracał, powiedziała. No co? OK! Pomijam fakt, że oczywiście mój musk pominął dwie apteki i kupiłem w ostatniej możliwej. Poproszę pojemnik na mocz. Jaki? Cooooo? Nie wiem, najładniejszy jaki pani ma. Ogólny czy na posiew? Kurwa, na to się nie przygotowałem, ale nie powiedziałem, że dla psa. Da pani ogólny. Szesiąst groszy. Prosz. Idę dalej. Teraz jak to do cholery zrobić?

friendsy.

Każdy ma psiapsię. Albo gadamy górnolotnie o życiu, albo popychamy pierdoły, albo jaramy się czymś(aktualnie Breaking Bad). Ale jak jest sprawa to wiadomo, zebranie na szczycie. Się żalę, że nie wiem co mam począć bo mojej strachliwej psinie jak spróbuję cokolwiek tak dużego podstawić pod tyłek, poczyni spierdolkę. Mądry Smark mówi: spytaj wujka Google. Ja pierdolę, że sam na to nie wpadłem! Jadziem z tematem! Pierwszy klik i jest rozwiązanie. Jakie to banalne! Dzięki Smarku!

analityk.

Otóż i starannie według schematu i wszelkich instrukcji na stronie wykonałem pobierajkę na suczy mocz. Polegało to na tym, żeby litrową butelkę po wodzie przeciąć tak, by zrobić z niej koryto. Jakie to genialne w swej prostocie. Chyba, że rozjebały Ci się akurat nożyczki. No cóż. Bierę szwajcara i jadziem z tematem. Miało wyjść fajnie, wyszło jak zwykle:

scyzoryk

Cóż. Plastik mym materiałem nie jest. Miałem tylko nadzieję, że nie wytniemy jej drugiej szparki.

ekszyn.

Otóż wieczorem była pełna mobilizacja i musztra, że rano nie będzie żadnego „jeszcze 5 minet”, tylko od razu wstajem, bierem sprzęciocho i pies szczy do butelki. I niech się wali świat. Śpimy przy otwartym oknie, więc rano zawsze jakiś szum aut dociera. Natomiast tego poranka szum był wyjątkowo nieznośny. „Ja pierdolę, gdzie oni tak jeżdżą? Domów nie mają?”. Otóż to nie samochody. To madafakin deszcz. To ci niespodzianka. 10-ty dzień z rzędu! Kto by się spodziewał?! Wymowne spojrzenia po sobie i nie ma to tamto. Kurtałki, parasoł na łebka, butelka wyparzona i lecim.

Sęk w tym, że trza było pognać psa na jakąś świeżo ciętą trawę, by było nisko. I lordzie! Była tu za blokiem! Czerwony dywan rozwinięty, kundel wbija na parkiet i kuca. Tak szybko, że starej włączył się Neo i na jednej nodze z wygibasem i butelką dzierżoną w dłoni w kierunku psiej kuciapy wyskoczyła i… Jest! Złoty, piękny, cudny psi mocz potrzebny do badań, żeby dowiedzieć się co tej cholerze jest. Przelanie do pojemnika pod parasolem i mamy to. Teraz zawieźć.

trip.

Auto rozbiłem rok temu. Nawet się nie siliłem na nowe. Wrocław jest tak dobrze skomunikowany, że nie ma sensu topić kasy póki co. Zresztą w robocie się tyle czasem nastoję w korkach, że starczy mi. W każdym razie: Mam chorobę komunikacyjną. Do samochodów się z czasem przyzwyczaiłem, a odkąd sam prowadzę tym bardziej. Natomiast im bardziej procent prowadzenia samochodu przewyższał jazdę komunikacją miejską, tym bardziej mi ona przeszkadzała. Wrocław jest miejscami dziurawy jak moje skarpetki. Nawet torowiska bywają kiepskie. Każde wejście do takiego pojazdu poprzedzam kilka głębszymi(wdechami) i mogę jechać. Niestety czasem jest wyjątkowo paskudnie.

Jadąc do weta był uwaga!: korek. Jedyny autobus jaki tam popierdala oczywiście się spóżnił, ja swoim zwyczajem wyszedłem za wcześnie i zmarzłem jak gówno na zimowej łące. Ale i oto jest kurwa jedna. Wsiadam. Ulica Kamienna to jeden wielki koci łeb. Więc mam już oczy przymknięte i zebraną ślinę w mordzie. Robi się cieplej, ale to tylko kilka przystanków, dasz radę. Wysiadam. Zostawiam pojemnik u weta i wracam. Tym razem trampkiem, bo do roboty od razu. Długo nie czekałem, więc wbijam. Jak zwykle trafiam na najstarszy skład. Siadam, kasuję bilet i wieszam parasol na poręczy, bo mimo czepania leci z niego równo. Jazda jest trochę dłuższa, tory nie najnowsze i telepie mną jak bananem w blenderze. Normalnie jestem grzeczny chłopak i ustępuję wszystkim kobietom bez wyjątku oraz starszym osobom. Tym razem tak mi się wezbrało, że nie mogłem wstać. Niestety babcia mimo krzywego spojrzenia(i wolnych miejsc kilka kroków dalej, standard) musiała wybrać: albo „obolałe” nogi, albo obrzygana kurtała. Był moment, że patrzyłem na zawieszony parasol, który wydał mi się świetnym pojemnikiem. Na szczęście nadszedł koniec jazdy.

 

by feet.

Gdzie mogę to pociskam z buta. Mieszkam w takiej lokalizacji we Wrocławiu, że mogę spokojnie wszędzie(niemal) popierdalać baj fit. Zresztą zazwyczaj staram się organizować czas pod wyjście, z uwzględnieniem dojścia. Chodzę szybko jak już kiedyś pisałem i uwielbiam spacerować, więc długie dystanse to sama przyjemność. Uwielbiam deszcz, chyba w każdej postaci i o każdej porze. Najlepiej za oknem owinięty koc niczym burrito z kubkiem kawy. W innym wypadku na dłuższą metę lekko się irytuję. Czekam na wyniki!.

Related posts

  • Haha 🙂 Bardzo wymownie napisane. Czekamy na wyniki badań i lepiej żeby były dobre, a i niech nic nie spieprzą, bo wtedy powtarzanie tej czynności powinno się odbyć u weta.

    • Wyniki były takie, że pieseł zdrowy jak ryba. Poszło jeszcze na posiew i zobaczymy. W najgorszym wypadku wet zajrzy do czeluści 😉 Ale prawdopodobnie był to incydent, którego nie zanotowaliśmy 🙂 Dzięki!

  • Mam dwa psy i kota: jak jedno zachoruje od razu wiem, ze trzeba się szykowac na to, ze cala trojka za niedlugo bedzie chora, Wet na szczescie kolo domu, ale i tak trzeba robic co chwila 3 rundki zeby wszystkie futrzaki zostaly zbadane i nie raz nie dwa trzeba sie nagimnastykowac 😀 Mam nadzieje, ze wyniki beda dobre 🙂

    • Wyniki na szczęście dobre!:) Prawdopodobnie był to jakiś incydent, ale zobaczymy jeszcze 🙂

  • Martyna Cieślińska

    No lekkość w przekazywaniu informacji to masz 😃

    • Bardzo dziękuję 🙂

  • Oj pamiętam jak mi wet kazał pobierać mocz od mojej suczki. Też łapałam sposobami. Ale powiem Ci z doświadczenia bycia mamą o wiele trudniej pobrać mocz na posiew u noworodka 🙂

    • Już słyszałem, że i chłopca jeszcze jeszcze, ale u dziewczynki jest kosmos. Moim pomysłem było posadzenie dziecka, bo co za problem? Od razu byłem skwitowany: „tygodniowe dziecko?”. Widać, kto ma, a kto dziecka nie ma 😉 Pozdrawiam!

  • Przedsmak wielkiego narodowego grillowania, ciekawe co będzie dalej 🙂

    • Klasyka! Ludzie powyjedżali, żeby od siebie odpocząć, a w efekcie ja odpoczywam od nich! Miasto jest puste! Półki w sklepach też… Ale! Muszę przyznać, że największy szał był w czwartek! Zupełnie jakby od soboty do środy mieli wszystko zamknąć 😉

  • Justyna Szmuc

    świetnie napisane 🙂

  • Ciekawa jestem jak marznie gówno. To interesujące porównanie xD

    • najgorszemu wrogowi nie życzę… ;d

  • Naprawdę fascynująca opowieść.

  • Trzymam kciuki, żeby były dobre wyniki. My z mężem nie raz polowaliśmy na kocie siki, toż to też jest wyzwanie

    • Wyobrażam sobie 🙂 wyniki na szczęście najlepsze jakie mogą być 🙂